Moja rodzina zaginęła bardzo dawno gdy byłam mała... Mając rok razem z siostrami, mamą i tatą ruszyliśmy na wyprawę w poszukiwaniu nowego domu, gdyż moje tereny objęła wataha Mroku.Wędrowaliśmy bardzo, bardzo długo. Napotkaliśmy w drodze wielkie i piękne źródło wody i pokarmu. Bardzo się ucieszyliśmy, że już nie będziemy musieli poszukiwać. Minęła noc pierwsza, druga, trzecia i czwartej zdarzyło się coś dziwnego... Na drzewach przemieszczały się okropnie straszne cienie. Bałam się bardzo i obudziłam śpiącą rodzinę.
-Mamo, tato, dziewczyny-zawołałam.Usłyszałam odpowiedź od wszystkich równocześnie: -Co się stało?-krzykneli ze strachem. Z wielkim przerażeniem przedstawiłam im to, co widziałam i nagle zerwali się podejmując bardzo szybko decyzję o opuszczeniu swego legowiska. Wędrówka trwała jeszcze około tygodnia. Weszliśmy na górę, wysoką, wysoką aż do chmur, kiedy nagle... Ukazała się piękna dolina, kwiecista i pachnąca. Zeszliśmy na dół, kiedy zaatakowało nas stado wściekłych lisów. Wszyscy zaczeli uciekać w różne strony świata a ja... Nie miałam gdzie uciec,a skrzydła miałam za małe, aby mogły mnie unieść. Otoczyli mnie ze wszystkich stron. Bałam się strasznie i niewiedomo z kąd podleciał tajemniczy wilk, który mnie zabrał. Nic nie pamiętam gdzie lecieliśmy. W każdym razie wylądowałam i mnie opuścił.
Błąkałam się po lesie długo, długo. Noc nadciągneła tak szybko, że nie zdąrzyłam się obejrzeć, a już było ciemno. Urządziłam sobie norę. Wstał nowy dzień... Szłam dalej i z oddali ujrzałam całkiem miłą jak na sam początek dla mnie wilczycę. Zapytałam:
-Czy mogę dołączyć do waszej watahy? Nazywam się Geneza. -Oczywiście Genezo, witaj w naszej watasze.- Verna odpowiedziała z radością. Ucieszyłam się niezmiernie. Długo opowiadałyśmy o sobie i bawiłyśmy się. Zapadł zmrok..Urządziłyśmy sobie legowisko. Rano czekały na nas kolejne przygody... |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz