Byłam bardzo szczęśliwa, że wraz z dziewczynami dołączyłyśmy do stada. Potem Bajal oprowadził nas po całej krainie. Szczerze mówiąc - cała kraina była piękna. Najbardziej moją uwagę przykół Płonący Wulkan, czułam tam obecność duchów. Dziwne, od kąd pamiętam byłam szamanką nawet, gdy nie należałam do watahy. Nigdy nie czułam czegoś takiego.
Gdy skończyliśmy zwiedzać, udałam się do Płonącego Wulkanu. Noc była wtedy bardzo piękna, była też pełnia. Podobno podczas pełni można było spotkać wiele duchów. Gdy byłam u podnóża wulkanu z jego wnętrza zaczął unosić się czerwony obłok. Podobno kolor czerwony to kolor wojny. Nie zawachałam się i szłam dalej. Z obłoku zaczęły formować się postacie duchów wilków. Były to duchy wojny. Zazwyczaj tak nazywane duchy pokoju pojawiały się z mgły. Chciałam uciekać ale jakaś niewidzialna siła kazała mi zostać, nie mogłam się ruszyć. Nic nie widziałam. To wszystko było przez duchy. One pokazywały mi walke, która kiedyś odbyła na ziemiach które teraz zamieszkujemy. Była to walka 2 watach, która toczyła się dość magicznie. Końca jej nie widziałam.
Czy to oznacza żę historia ma się powtórzyć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz