Poczułem dziwny chłód rozchodzący się po moim całym ciele. Aniel zamknęła oczy i zamroziła mnie swoją mocą. Widziałem tylko jak ucieka w stronę Jaskini Białych Róż. „Poszła ostrzec resztę watahy, nie zdąży. Myśli, że mi ucieknie.” Drwiłem w myślach.
Byłem gotów do pogoni za nią, ale nie miałem ochoty biec. Postanowiłem ruszyć w stronę Jaskini Wschodzącego Słońca, byłem pewien, że moi byli bliscy czekają na moje przybycie. Powitam ich w piękny sposób.
-Nie mogę się doczekać władzy nad tą wyspą! Zabije wszystkich… wszystkich! –Powtórzyłem dla pokazania mojej władzy i braku jakiejkolwiek litości. Byłem pewny swego. Nie zamierzałem kogoś oszczędzać, teraz kiedy jestem tak potężny. Miałbym z tego zrezygnować? Nigdy.
Szedłem dumnie w stronę „byłej” watahy Wiosny. Nie byłem już tym wilkiem, który kochał najbliższych. Moją misją było zgładzić wszystkich. Co do jednego. Gdy byłem już przy jaskini nikogo nie było. „Aniel wszystkich ostrzegła… Nie!”
Biegłem w stronę Watahy Zimy. Byłem pewien, że tam wszyscy się chowają. Strasznie mnie śmieszyła ich troska o mnie. Są pewni, że mnie uratują… na próżno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz