sobota, 22 grudnia 2012

(Watacha Zimy) od Aniel

Jego spojrzenie zmieniło się. Czułam nienawiść skierowaną do mnie. To zaszło za daleko. Chwile temu chciałam go pocałować i prawie to zrobiłam. W porę zorientowałam się, jak moja obecność działa na niego. Jeszcze chwila, gdybym w porę nie zauważyła... Gdybym go pocałowała- zginąłby. Byłam tak bardzo rozproszona jego obecnością, że przez tak długi czas nie zauważyłam, że przy mnie traci siłę. Dlaczego ja? Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak przez ten czas odkąd go poznałam. Gdybym była normalnym wilkiem wody... Ale nie jestem. Władam nie tylko wodą, ale też lodem. Czemu się tego nie domyśliłam? On włada ogniem! Lód zawsze pokona ogień! Woda szkodzi mu, ale jeśli są odizolowane mogą współistnieć. Ale nie z lodem. On towarzyszy cały czas, otacza ciało i wpływa na otoczenie. Tak jak na Bejala...
- Nigdy ci nie mówiłam, że cię kocham!- Walcząc z emocjami, które mnie ogarnęły brnęłam dalej, raniąc siebie tak samo jak jego.
- Co z tego!? Zachowywałaś się w sposób, który mówił sam za siebie! Przyprowadziłaś mnie tu! I chciałaś pocałować! Myślisz, że nie zauważyłem tego, jak patrzyłaś się na mnie i podnosiłaś głowę!?- Ogarnęła go furia. Wokół jego ciała pojawiały się małe płomyki, a powietrze stawało się suche i gorące, co sprawiało mi mały ból. Gdybym nie czuła tego co czuję, pewnie bym się go bała i uciekła. Ale muszę skończyć, co zaczęłam.
- Przyprowadziłam Cię tu bo polubiłam ciebie! Ale nie w taki sposób! A patrzyłam się tak i podniosłam głowę, bo za tobą pojawiła się piękna łuna! To nie moja wina, że widzisz to, co chcesz! Nigdy nie mogłabym pokochać kogoś takiego jak Ty!- W chwili, gdy to powiedziałam w moją stronę poleciał ognisty pocisk. Oszołomiona, nie zrobiłam uniku. Chwile potem leżałam na ziemi dobre parę metrów dalej. Przeszył mnie ból klatki piersiowej, gdzie widniała ogromna rana. Nie mogłam się ruszać, a ten, którego kochałam, ogarnięty furią gnał w moją stronę.- To koniec.- Ta myśl sprawiła, że ogarną mnie smutek.- Nie chcę umierać!- Resztką sił odskoczyłam w ostatniej chwili. Wyczerpana upadłam, ostatnie co zobaczyłam były dwa wilki, które stanęły przede mną.
- Vaiper?  Rex?- Powiedziałam słabym głosem. Vaiper spojrzał na mnie.
- Leż, mała. Kiepsko wyglądasz.
Słysząc to próbowałam wstać, ale nagle ogarnęła mnie ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz