czwartek, 25 lipca 2013

(Wataha Jesieni) Od Akine

Jednym zdaniem cholernie bałam się smoków, w dzieciństwie wiele ich napotkałam i wszystkie chciały mnie zabić albo uprowadzić.  Wzruszyły mnie ich słowa, bo są prawdopodobnie w niebezpieczeństwie, a do tego mają młode. Chciałam im pomóc, ale bałam się nawet ruszyć…. Miałam wrażenie, że zaraz zacznę  mnie gonić.
- P- Pomóżmy im. – Byłam przerażona.
- Dobry pomysł, ale jak? – Spojrzał na mnie.
- M-Mam pomysł, ale… - Wzdrygnęłam się.
- Mów. – Przyglądał się smokom.
- Wyjdziemy prosto przed nich i powiemy, że chcemy im pomóc, a nie skrzywdzić. – Powiedziałam stojąc jak słup soli.
- Nie bój się, jestem z tobą. – Spojrzał na mnie i delikatnie złapał za rękę.
Pierwszy raz chyba to robi…. Ja zamiast jak normalna samica postąpić to od razu się w niego wtuliłam, nie miałam zamiaru puszczać, bo tak czułam się bezpieczniejsza, choć jego serce przyśpieszyło.
- O-Obiecaj, że mnie nie zostawisz. – Ścisnęłam jego tułów.
- Dobrze, ale się tak nie bój, bo mogą to źle odebrać. – Powiedział łagodnie.
Rozluźniłam lekko uścisk i ruszyliśmy gdy tylko stanęli na ziemi.
- Hej! – Krzyknął Donatello.
Smoki od razu źle zareagowały, ale takich ich nie znałam.
- Kim jesteś i czego chcesz? – Zagrzmiał, jednocześnie zasłaniając samicę.
- Przypadkiem usłyszeliśmy kawałek waszej rozmowy i zdecydowaliśmy się wam pomóc! – Mówił patrząc na olbrzyma.
- Kochanie, myślę, że im możemy zaufać. Spójrz na nią, widać, że się nas boi. – Powiedziała szeptem, ale ja i tak usłyszałam.
Smok spojrzał na mnie , a ja tylko się wtuliłam ze strachem. To było straszne, cały czas przed moimi oczami widziałam wiele potwornych scenek związanych z tymi stworzeniami.
- Czemu się boisz? – Smoczyca zapytała starając się być miła.
- Atakowaliście mnie jak byłam mała! – Krzyknęłam drżącym głosem.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
- Dobra miałaś rację. – Odezwał się smok.
Serce zabiło mi jak szalone, podeszli do nas bliżej.
- Spokojnie. – Szepnął Don.
Pokiwałam głową, ale nie mogłam stać spokojnie.
- Opowiemy wam co się stało, ale musimy się gdzieś ukryć. – Powiedział smok.
- Moje tereny. – Spojrzałam na chłopaka.
- Racja, jesteś Alfą. – Uśmiechnął się, a ja poczułam, że jestem bezpieczna.
- Zrobię wam jaskinię, a teraz idziemy. – Już miałam zamiar się obracać, ale smok schylił łeb.
- Polecimy, to będzie szybciej. – Powiedział.
Nogi miałam jak z waty, do tego przeszły mnie ciarki. Chłopak nagle wziął mnie na ręce i nawet na mnie nie spojrzał, tylko wpakował się na grzbiet stworzenie i usiadł razem ze mną. Pomyślał o mnie i skrzyżował nogi, no i na nich posadził, a ja myślałam, że zawału dostanę. Gdy wzlecieliśmy schowałam twarz w jego bluzie, nawet nie mogłam patrzeć. Donatello pokierował smoki i gdy tylko wylądowaliśmy to od razu bez ostrzeżenia wziął mnie znowu na ręce, a gdy byliśmy już na ziemi odstawił, ale ja jak taki rzep nadal się go trzymałam.
- Akine musisz teraz stworzyć im schronienie. – Powiedział.
Nagle uświadomiłam sobie, że będę musiała go puścić. Zamiast go puścić, to tylko zacisnęłam mocniej pięści. Nagle kucnęliśmy.
- Uda Ci się jedną ręką? – Zapytał.
- N- Nie. – Zawstydziłam się.
Westchnął i złapał mnie za rękę, po czym przyłożył do ziemi, to samo zrobił z drugą.
- Nadal się boisz? – Zapytał.
- Tak, ale nie tak jak bym musiała to sama robić. – Uśmiechnęłam się i zaczęłam tworzyć jaskinię.
Wyszła piękna, bo ozdobiłam ją trawą koloru skóry smoków. Don odłożył moje ręce na jego bluzę i wstaliśmy.
- Pobada wam się? – Zapytałam dumnie patrząc na jaskinię.
- Piękna. – Skomentowała samica.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz