Po polowaniu poczułam się kompletnie wyczerpana.
Jakby cała energia ze mnie uszła.
Udałam się na wzgórze Wielkiego Ducha, które tak lubiła Verna.
Kwiaty okalały soczyście zieloną łąkę, a wszystko skąpane było w bladym świetle księżyca. Wyglądało to tak harmonijnie.
- Coś się trapi. - odezwał się głos zza moich pleców.
Obróciłam się szybko i spostrzegłam lewitującą duszę, odpowiedziałam:
- To aż tak widać? - roześmiałam się chaotycznie.
- Bejal jest trudnym osobnikiem, minie trochę czasu, zanim zrozumie, co zrobiłaś. - Duch zawahał się, ale po chwili dodał: - Bądź cierpliwa. Nie zna cię, a to dodatkowa trudność.
Uśmiechnęłam się niepewnie, po czym odpowiedziałam:
- Dziękuję, jeżeli pozwolisz...
Duch zniknął, wypowiedziałam bezgłośne 'Dziękuję', po czym zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz