poniedziałek, 11 lutego 2013

(Wataha Lata) od Verny

Kiedy się przebudziłam, zauważyłam dwie rzeczy. Jedna to taka że nie byłam w głównej Jaskini Lodowych Róż, tylko w w pobocznej małej jaskini. A drugą że wadera którą uratowałam rozmawia z Niarkiem. Z lekkim wysiłkiem wstałam. Wilczyca spojrzała na mnie, a za nią Niark. Basior podleciał do mnie i rzekł:
-Nic Ci nie jest?
-Nie, bardziej jej. -Wskazałam głowa na samicę. Niark zdziwiony na mnie popatrzył ale nic nie powiedział a ja podeszłam do wadery.
-Witaj, jestem Tasha. Dziękuję za uratowanie mnie.
-Cześć, ja mam na imię Verna. -Uśmiechnęłam się. -A co do uratowania to nie ma sprawy.
-Verno, widziałaś kogoś więcej oprócz Tashy? -Zapytał Niark. Zdziwiona popatrzyłam na basiora.
-Nie nie widziałam. Usłyszałam jak ktoś biegnie a później jęki bólu. Pobiegłam za nimi i spotkałam właśnie Tashe. -Usłyszałam na zewnątrz jakiś szmer, nie przejęłam się tym pewnie jakieś zwierze jest w jaskini.
-A Ty... -Zwróciłam się do samicy -Pamiętasz coś?
-Ja.. ja właśnie chyba nie pamiętam...
-Ej słyszycie to? To chyba krzyki -Powiedział Niark. Teraz słyszałam wyraźnie to były krzyki.
-Możesz lecieć? Bo widzę że łapę masz uszkodzoną. -Powiedziałam.
-Chyba, mogę.
-Dobrze, Niark asekuruj Tashe. Ja polecę przodem jak najszybciej. -Wilk skinął, a ja z prędkością światła wyleciałam z pobocznej, a później z pustej głównej Jaskini Lodowych Róż. Na zewnątrz zgromadziły się wszystkie wilki który atakowały Bejala, nagle Aoime wzleciała w górę i z powietrza zaatakowała opętanego basiora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz