Przybyłem do Jaskini Wschodzącego Słońca razem z moimi podopiecznymi. Humor dopisywał jak nigdy przedtem, cieszyło mnie to. Gdy tylko przekroczyliśmy teren Watahy Wiosny Słowik rzucił się na nas jak opętany.
- Jak mogłeś mnie tak wystraszyć! –krzyczała uradowana. Po czym się do mnie przytuliła swoimi wątłymi skrzydełkami.
- Nie chciałem was przestraszyć… ostrzegałem was tak długo jak tylko mogłem. Napis, który wyryłem na ziemi, który odczytała Verna… słowa jakie do was wypowiadałem… Ja nie chciałem was zaatakować. –Przerwałem chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza. – Ale gdy byłem już po drugiej stronie, no wiecie byłem duchem. To poszedłem do Portalu Umarłych i tam zobaczyłem setki jak nie tysiące biednych dusz proszących o pomoc. My… my im musimy pomóc, bo jak nie my to kto to zrobi?
Każdy spoglądał na mnie jak na szaleńca. Zasmucił mnie fakt, że mi nie wierzą. W końcu będą musieli mnie wysłuchać…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz